środa, 2 czerwca 2010

Witam!
Założyłam tego bloga, ponieważ ciężko jest odnaleźć na polskich stronach internetowych informacje na temat dyskalkulii. Jeżeli są, bardzo często mam wrażenie, że osoby, które pisały dane artykuły nigdy w życiu nie rozmawiały z dyskalkulikiem ani z nauczycielem, który miał okazję pracować z dzieckiem, które ma tą przypadłość. Bardzo często tezy zawarte w tych artykułach nie mają nic wspólnego z wiedzą. Wiedzą, która powinna być powszechna.
Myślę, że osobom, które nie mają pojęcia o dyskalkulii ciężko jest odróżnić fakty od mitów,
które w jakimś tam sposób zdołały zakorzenić się w głowach większości osób. Założyłam tego bloga, ponieważ wiem, jak mogą zaboleć słowa internautów, którzy obrażają dyskalkulików oraz dyslektyków. Jeśli znajdzie się chociaż jedna osoba, rodzic bądź dyskalkulik, która moimi słowami poczuje się w jakikolwiek sposób podbudowana, będę czuła, że ten blog ma rację bytu.
Postaram się trochę sprawę wyjaśnić, sprawę dobrze mi znaną - jestem dyskalkulikiem. Nietypowość mojego przypadku polega na tym, że stwierdzono to u mnie dopiero rok temu (jestem w drugiej klasie liceum), ponieważ wcześniej żaden nauczyciel matematyki, który mnie uczył, nie miał o czymś takim jak dyskalkulia pojęcia. A problemy były zawsze, od kiedy pamiętam, od pierwszych klas szkoły podstawowej.



Przy okazji, chciałabym napisać o tym, że dyskalkulia nie jest nowym zjawiskiem.
Badania na ten temat były prowadzone w latach 60 i 70 ubiegłego stulecia.
Kiedy ja brałam udział w testach w poradni psychologiczno- pedagogicznej, na kartach tych zadań widniała data opracowania ich, był to rok 1978.
Z tego co pamiętam, wielki wybuch wiedzy na temat dyslektyków w Polsce odbył się jakoś tak około 1999 roku. Dyslektycy stanowią 20% społeczeństwa, dyskalkulicy to od 4-6%, aczkolwiek bardzo ciężko jest podawać dane statystyczne, ponieważ nawet 1% z nich nie wie, że cierpią na dyskalkulię.

Bardzo dużo osób w Internecie piszę o tym, że kiedyś był dawny system i nie było takich schorzeń. Kiedyś był dawny system, no właśnie..
Wątpię, że w PRLu przejmowano się prawdziwymi problemami ludzi. Raczej udawano, że one nie istnieją. Nie informowano nas o pewnych sprawach.Poza tym, system szkolnictwa w tamtych czasach odbiegał od tego, jaki jest teraz, chociażby jeśli chodzi o jaki wybór mamy kiedy kończymy szkołę, ówcześnie podstawówkę.
Zmienił się system, bynajmniej nie wczoraj i podejście też powinno się zmienić.
Osoby z dysfunkcjami mają takie samo prawo do uczenia się i zdobywania wiedzy jak każdy normalny uczeń. Trzeba w niego włożyć więcej pracy, ale wydaję mi się, że każdy człowiek na to zasługuje.

Co jeszcze chcę napisać to to aprops bzdur, które można wyczytać w Internecie... Dyskalkulik to nie (przynajmniej we wszystkich przypadkach) leń. Dostanie opinii to dodatkowa motywacja i jeszcze więcej indywidualnej pracy nad sobą. Masz świadomość, że czeka cię o wiele więcej pracy, żeby zdobyć to samo, co rówieśnicy. I przede wszystkim stale musisz sobie przypominać, że wkład pracy nie zawsze jest adekwatny do rezultatu, co jest bardzo charakterystyczne w uczeniu matematyki osób z dyskalkulią.






Wszystkim osobom, które mają podobny problem bardzo serdecznie polecam międzynarodowe forum dyskalkulików, gdzie jest zarejestrowanych kilka tysięcy osób, które wymieniają się swoimi opiniami, a przede wszystkim, ogromną ilością problemów związanych z uczeniem się matematyki.

Jeśli ktoś jest zainteresowany dyskalkulią z bardziej biologicznego punktu widzenia zapraszam na stronę magazynu Focus.

2 komentarze:

  1. Dziękuję. Forów już nie czytam... Niektórzy twierdzą, że jak mam problemy z matematyka to się nie uczę - a nie jest to prawdą. Stwierdzili mi to już w gimnazjum,teraz jestem w 2 klasie liceum. To jest dobijające, a mało kto to rozumie. Ostatnio doszłam do wniosku, że napiszę kiedyś o tym książkę. xD Bedę zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, mam córkę z dyskalkulią. Myślę, że rodzice dzieci dyskalkulików powinni zjednoczyć się w walce z systemem edukacji w Polsce o niezamykanie możliwości kształcenia ich dzieci. Moja najukochańsza córcia ma tak wielkie problemy z matematyką że nie widzę możliwości zdania przez nią matury, a to zamyka jej drogę na studia. Nawet te humanistyczne. Straszne, płakać mi się chce. Znikąd pomocnej dłoni.

    OdpowiedzUsuń