czwartek, 24 czerwca 2010

Słów kilka o artykule na interii :)


LINK DO ARTYKUŁU!


Jakiś czas temu napisałam artykuł na portalu zajmującym się dziennikarstwem obywatelskim. Prawdę mówiąc, wiele komentarzy, podirytowało mnie, ponieważ ludzie, którzy chwalą się swoim wykształceniem, mają problemy z podstawową analizą, a co dopiero, interpretacją tekstu, napisanego przez kogoś, kogo w dodatku osądzają o bycie "głupim" (to jest chyba najłagodniejsze określenie, jakie padło pod adresem osób, które mają dyskalkulię).
Odnoszę również wrażenie, że wiele osób komentujących post, zatrzymało swoje myślenie na temat szkoły wtedy, kiedy w Polsce była głęboka komuna. Nie wiem jaka jest średnia wieku użytkowników tego portalu, ale nie zdziwiłoby mnie to, gdyby była ona dość wysoka. Z jednej strony, bardzo się z tego cieszę, bo różnorodność w Internecie jest potrzebna, ale z drugiej strony, na niektóre z argumentów padających tam, nie miałam ochotę odpisywać, tak bardzo mnie zbulwersowały i postawiły w mojej głowie pytanie "jak można to tak zrozumieć?!". Chociaż przyznam, że starałam się odpisać na dużą ilość komentarzy i nawet musiałam zgłosić coś do moderacji, ponieważ, nazywanie kogoś "debilem", dla mnie jest obrazą i nie widzę sensu dialogu z ludźmi, którzy mnie obrażają.


Wakacje zapowiadają się pracowicie (hmm, ciekawe, z jakiego względu?), ale cieszę się, bo jest jakieś malutkie światło w tunelu, że w przyszłym roku może moja opinia o dyskalkulii będzie bardziej respektowana, zgodnie z tym, jak powinno być i zdecydowanie nie pozwolę siebie traktować tak, jak pozwalałam w tym roku.

niedziela, 6 czerwca 2010




Witam ponownie!
Piękna niedziela, niestety bez możliwości spędzenia jej w inny sposób niż solidne liczenie zadań! :))

W ostatnich dniach wykonałam sporo telefonów oraz wysłałam całkiem sporo e-maili do różnego rodzaju instytucji edukacyjnych w Polsce i na świecie.
Najbardziej przykre jest to, kiedy dzwonisz do instytucji własnego kraju i traktują cię jak psa, a wtedy kiedy piszesz do instytucji zagranicznej, traktują cię zupełnie inaczej.
Przykra jest mentalność ludzi pracujących na liniach telefonicznych CKE, przykra jest mentalność także tych, którzy w MENie postanawiają telefonów nie odbierać.
Jedna z osób z forum, która mając dyskalkulię jest członkiem MENSY napisała również do tej organizacji.

Zapraszam do artykułu umieszczonego w wikipedii , który ostatnio udało mi się ulepszyć.


W ostatnich dniach zakupiłam również książkę pani Urszuli Oszwy "Psychologia trudności arytmetycznych u dzieci", choć książka jest pisana w niektórych momentach w sposób średnio zjadliwy, staram się przez nią przebrnąć (gdyby ktoś chciał ją zakupić, książka jest dostępna w wielu księgarniach internetowych, m.in tu) :) Zmotywowana tym, że marszałek województwa mazowieckiego ufundował książki o dyskalkulii dla wszystkich szkół postanowiłam wystosować również taki list do marszałka mojego województwa.
List czeka na wydrukowanie i wysłanie, mam nadzieję, że dostanę odpowiedź. :)


Pisałam ostatnio o oficjalnym forum dyskalkulików, gdzie łączą się i wspierają.
Od kiedy założyłam tam konto miałam kilka możliwości doświadczenia ich wsparcia a także udzielenia wsparcia kilku osobom, zarówno z Europy jak i z całego świata. Jest to niezwykle budujące, że istnieją ludzie o takich samych problemach, dzielą się swoimi sukcesami i porażkami.
Ostatnio powstał wątek o najbardziej żenującej chwilii, którą przeżyliśmy z tym doświadczeniem, gdyby ktoś był zainteresowany uzyskaniem jakiejkolwiek pomocy jeszcze raz zapraszam na forum

środa, 2 czerwca 2010

Witam!
Założyłam tego bloga, ponieważ ciężko jest odnaleźć na polskich stronach internetowych informacje na temat dyskalkulii. Jeżeli są, bardzo często mam wrażenie, że osoby, które pisały dane artykuły nigdy w życiu nie rozmawiały z dyskalkulikiem ani z nauczycielem, który miał okazję pracować z dzieckiem, które ma tą przypadłość. Bardzo często tezy zawarte w tych artykułach nie mają nic wspólnego z wiedzą. Wiedzą, która powinna być powszechna.
Myślę, że osobom, które nie mają pojęcia o dyskalkulii ciężko jest odróżnić fakty od mitów,
które w jakimś tam sposób zdołały zakorzenić się w głowach większości osób. Założyłam tego bloga, ponieważ wiem, jak mogą zaboleć słowa internautów, którzy obrażają dyskalkulików oraz dyslektyków. Jeśli znajdzie się chociaż jedna osoba, rodzic bądź dyskalkulik, która moimi słowami poczuje się w jakikolwiek sposób podbudowana, będę czuła, że ten blog ma rację bytu.
Postaram się trochę sprawę wyjaśnić, sprawę dobrze mi znaną - jestem dyskalkulikiem. Nietypowość mojego przypadku polega na tym, że stwierdzono to u mnie dopiero rok temu (jestem w drugiej klasie liceum), ponieważ wcześniej żaden nauczyciel matematyki, który mnie uczył, nie miał o czymś takim jak dyskalkulia pojęcia. A problemy były zawsze, od kiedy pamiętam, od pierwszych klas szkoły podstawowej.



Przy okazji, chciałabym napisać o tym, że dyskalkulia nie jest nowym zjawiskiem.
Badania na ten temat były prowadzone w latach 60 i 70 ubiegłego stulecia.
Kiedy ja brałam udział w testach w poradni psychologiczno- pedagogicznej, na kartach tych zadań widniała data opracowania ich, był to rok 1978.
Z tego co pamiętam, wielki wybuch wiedzy na temat dyslektyków w Polsce odbył się jakoś tak około 1999 roku. Dyslektycy stanowią 20% społeczeństwa, dyskalkulicy to od 4-6%, aczkolwiek bardzo ciężko jest podawać dane statystyczne, ponieważ nawet 1% z nich nie wie, że cierpią na dyskalkulię.

Bardzo dużo osób w Internecie piszę o tym, że kiedyś był dawny system i nie było takich schorzeń. Kiedyś był dawny system, no właśnie..
Wątpię, że w PRLu przejmowano się prawdziwymi problemami ludzi. Raczej udawano, że one nie istnieją. Nie informowano nas o pewnych sprawach.Poza tym, system szkolnictwa w tamtych czasach odbiegał od tego, jaki jest teraz, chociażby jeśli chodzi o jaki wybór mamy kiedy kończymy szkołę, ówcześnie podstawówkę.
Zmienił się system, bynajmniej nie wczoraj i podejście też powinno się zmienić.
Osoby z dysfunkcjami mają takie samo prawo do uczenia się i zdobywania wiedzy jak każdy normalny uczeń. Trzeba w niego włożyć więcej pracy, ale wydaję mi się, że każdy człowiek na to zasługuje.

Co jeszcze chcę napisać to to aprops bzdur, które można wyczytać w Internecie... Dyskalkulik to nie (przynajmniej we wszystkich przypadkach) leń. Dostanie opinii to dodatkowa motywacja i jeszcze więcej indywidualnej pracy nad sobą. Masz świadomość, że czeka cię o wiele więcej pracy, żeby zdobyć to samo, co rówieśnicy. I przede wszystkim stale musisz sobie przypominać, że wkład pracy nie zawsze jest adekwatny do rezultatu, co jest bardzo charakterystyczne w uczeniu matematyki osób z dyskalkulią.






Wszystkim osobom, które mają podobny problem bardzo serdecznie polecam międzynarodowe forum dyskalkulików, gdzie jest zarejestrowanych kilka tysięcy osób, które wymieniają się swoimi opiniami, a przede wszystkim, ogromną ilością problemów związanych z uczeniem się matematyki.

Jeśli ktoś jest zainteresowany dyskalkulią z bardziej biologicznego punktu widzenia zapraszam na stronę magazynu Focus.